czwartek, 14 czerwca 2012

Szedł człowiek przez labirynt, musiał przemieszczać się w nim skacząc przez kamienie, bo strumień wody był tak głęboki, że nie chciał się utopić. Kamieniom można zaufać dzięki nim, człowiek miał możliwość przeżyć, po drodze łapał owoce, którymi się karmił i był ogromnie szczęśliwy, że on jako zwykły człowiek otrzymał od losu taki dar. Był tak z siebie dumny i zadowolony, że opowiadał, każdej napotkanej osobie jak to można zdobywać owoce swą ciężką pracą. Pewnego dnia człowiek nie zauważył, iż zamiast kamienia pod jego nogami zaczęły się pojawiać pnie drzew. Ich zdradziecki charakter nie pozwolił na kontynuację jego drogi, człowiek poślizgnął się i wpadł do wody. Był przerażony, przecież dostał owoce, a tu nagle wpada do wody?. Zapomniał, że nie każdy owoc jest przeznaczony dla niego, nie każdy owoc był prawdziwym owocem. Pod wodą będąc widział mętne postacie przekierowujące się by wyjść. Jego myśli kłóciły się jedna z drugą i kolejną i dziesiątą. Człowiek już podtopiony kieruje się by znaleźć wyjście, nagle widzi, że nie którzy są tam również przez niego. Na samym końcu końców podniósł głowę do góry i ujrzał dłoń. Wyszedł.

niedziela, 11 grudnia 2011

http://www.youtube.com/watch?v=qojDE6TNn8A

Jak nie ma gdzie uciec, to się oswajam, z deszczu pod rynnę z szambem, ale jednak przymus obliguje istotę ludzką, by gdzieś choć na chwilę przynależała. Stoi wtedy poczwara w kontrapoście zahipnotyzowana, ze strachu sparaliżowana. Odwiedziłam ich, odjeżdżając zdałam sobie sprawę, że ja jadę do siebie, a oni zostają tu, gdzie kiedyś i dla mnie było „u siebie” i oni będą tu, a ja gdzieś indziej. Zgubiłam po drodze ścieżkę mego celu i trafiłam pod mur. Po kolei wyjmowałam z niego cegły z mym przyjacielem sprzed lat. Po sześciu godzinach oszalałej pracy serca i wołania o pomoc organizmów ciało padło i nie mogło się podnieść, wyczerpane i skonane walczyło o przetrwanie. Ludzie są głupi nie rozumieją już swego ciała, mówię też o sobie, myślimy o swych chęciach, nie myśląc o sobie o tym, że jest taka część nas, która walczy o nas, za którą my nie odpowiadamy, tylko nasze nieświadome „ja”. Dziś śniło mi się coś bardzo ciekawego, byłam w Rzymie w wieku jakimś XV, może wcześniejszym. Wybudowano wielki podest, był wielki tłum. Uprawiano czary, każdy podchodził i mógł powiedzieć kim chce być i na kilka godzin mógł być kimś kim chciał być, nawet swoim kolegą. Podeszłam więc i powiedziałam, że chcę być moją przyjaciółką, stwierdziłam, że może być to ciekawe przeżycie poczuć się kimś innym. Obserwowałam ludzi, niektórzy byli skopiowani po kilka razy. Na podeście stała znajoma mi osoba powiedziała jakieś dziwne słowa, zapisała coś w wielkiej księdze i powiedziała, że już jestem zmieniona, otrzymałam jakąś dziwną legitymację, ale na niej imię i nazwisko się nie zgadzało. Poinformowałam o tym, kobieta stwierdziła, że czary się zepsuły i niestety niczego nie da się zrobić. Zatem pozostałam jakąś zakolczykowaną dziewczyną, której nie znałam. Zauważyłam lustro, w którym przeglądała się dziewczyna wyglądająca jak trup. Chciała być też kimś innym, a zamienili ją na jakąś postać z horroru. Byłam zła bo okazało się, że nie będzie możliwości zmienić mej postaci na mnie jaką byłam, i że nikt mnie nie rozpozna. Wtem sen powrócił do czasów współczesnych i przyśniła mi się ma rozmowa z moją mamą, nie wierzyła mi, że pamiętam rzeczy z czasów, gdy miałam kilka miesięcy, byłam wściekła, że mi nie wierzy, bo opowiadałam jej historie z mego dzieciństwa, o których nie było nigdy mowy i nie miałam możliwości o nich usłyszeć. Narysowałam jej rozkład mieszkania i to był najwiarygodniejszy argument.