niedziela, 11 grudnia 2011

http://www.youtube.com/watch?v=qojDE6TNn8A

Jak nie ma gdzie uciec, to się oswajam, z deszczu pod rynnę z szambem, ale jednak przymus obliguje istotę ludzką, by gdzieś choć na chwilę przynależała. Stoi wtedy poczwara w kontrapoście zahipnotyzowana, ze strachu sparaliżowana. Odwiedziłam ich, odjeżdżając zdałam sobie sprawę, że ja jadę do siebie, a oni zostają tu, gdzie kiedyś i dla mnie było „u siebie” i oni będą tu, a ja gdzieś indziej. Zgubiłam po drodze ścieżkę mego celu i trafiłam pod mur. Po kolei wyjmowałam z niego cegły z mym przyjacielem sprzed lat. Po sześciu godzinach oszalałej pracy serca i wołania o pomoc organizmów ciało padło i nie mogło się podnieść, wyczerpane i skonane walczyło o przetrwanie. Ludzie są głupi nie rozumieją już swego ciała, mówię też o sobie, myślimy o swych chęciach, nie myśląc o sobie o tym, że jest taka część nas, która walczy o nas, za którą my nie odpowiadamy, tylko nasze nieświadome „ja”. Dziś śniło mi się coś bardzo ciekawego, byłam w Rzymie w wieku jakimś XV, może wcześniejszym. Wybudowano wielki podest, był wielki tłum. Uprawiano czary, każdy podchodził i mógł powiedzieć kim chce być i na kilka godzin mógł być kimś kim chciał być, nawet swoim kolegą. Podeszłam więc i powiedziałam, że chcę być moją przyjaciółką, stwierdziłam, że może być to ciekawe przeżycie poczuć się kimś innym. Obserwowałam ludzi, niektórzy byli skopiowani po kilka razy. Na podeście stała znajoma mi osoba powiedziała jakieś dziwne słowa, zapisała coś w wielkiej księdze i powiedziała, że już jestem zmieniona, otrzymałam jakąś dziwną legitymację, ale na niej imię i nazwisko się nie zgadzało. Poinformowałam o tym, kobieta stwierdziła, że czary się zepsuły i niestety niczego nie da się zrobić. Zatem pozostałam jakąś zakolczykowaną dziewczyną, której nie znałam. Zauważyłam lustro, w którym przeglądała się dziewczyna wyglądająca jak trup. Chciała być też kimś innym, a zamienili ją na jakąś postać z horroru. Byłam zła bo okazało się, że nie będzie możliwości zmienić mej postaci na mnie jaką byłam, i że nikt mnie nie rozpozna. Wtem sen powrócił do czasów współczesnych i przyśniła mi się ma rozmowa z moją mamą, nie wierzyła mi, że pamiętam rzeczy z czasów, gdy miałam kilka miesięcy, byłam wściekła, że mi nie wierzy, bo opowiadałam jej historie z mego dzieciństwa, o których nie było nigdy mowy i nie miałam możliwości o nich usłyszeć. Narysowałam jej rozkład mieszkania i to był najwiarygodniejszy argument.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz